niedziela, 30 marca 2014

Epilog

***
Mecz Barcelony z Realem dobiegał końca, na tablicy wyników widniał wynik 2-2, ostatnia akcja i koniec meczu.

Czekałam przed stadionem na Alexisa, tata już powinien być w domu, bałam się jak zareaguje mój ojciec, ale dla Alexa mogę zrobić wszystko.
Wreszcie wyszedł ze stadiony otoczony grupką piłkarzy, pożegnał się z nimi i podszedł do mnie.
-No już myślałam, że się nigdy nie doczekam.
-Żeby tak wyglądać trzeba trochę czasu- zaśmiał się i chwycił mnie za rękę.
-Trener się nie wkurzył, że nie wracasz z nimi do hotelu?
-Trochę pogadał, ale się zgodził, to co robimy?
-Postanowiłam powiedzieć tacie o naszym związku.
-Jesteś pewna? Ja mogę zaczekać.
-Nie, już za długo czekaliśmy, chodź.

Po paru minutach byliśmy pod moim domem, ręce zaczęły mi się trząść ze strachu, ale nacisnęłam klamkę.
-Tato!
-W salonie!
-Część, muszę z tobą porozmawiać.
-Dobrze słucham.
-Tylko proszę Cię, uspokój się, mam chłopaka.
-To super- ucieszył się- znam go?
-Tak, Alexis chodź tu.
Do pokoju wszedł Chilijczyk, a tata oniemiał w sekundzie zrobił się czerwony i zaczął wrzeszczeć.
-Co?! To on jest twoim chłopakiem, ten laluś z Barcelony?!
-Nie obrażaj go!- ja też już traciłam cierpliwość.
-Nigdy z nim nie będziesz, nie pozwolę Ci na to!
-Ale ja go kocham.
-Nie interesuje mnie to, na górę a ty się tu już więcej nie pokazuj- ryknął na Sancheza.
-Nie!- powiedziałam.
-Nie? Wybieraj albo idziesz na górę i koniec tematu, albo już nigdy nie pokazuj mi się na oczy!
Oniemiałam, do oczu zaczęły napływać mi łzy, serce zaczęło rozpadać mi się na kawałki, mój własny ojciec powiedział do mnie coś takiego, spojrzałam na tatę już cała zapłakana i z pomocą Alexisa wyszłam z domu.
Nie mogłam tam zostać, Alexis jest miłością mojego życie i nie mogę go teraz stracić, ale to co zrobił tata było okropne, nie wiem, czy mu kiedykolwiek wybaczę.
Roztrzęsiona przytuliłam się do Alexisa.
-Spokojnie mała, jedziesz ze mną, nie płacz proszę- powiedział czułym głosem.


Gerardo Martino, nie był zadowolony z faktu, że Alexis przyprowadził do hotelu jakąś dziewczynę, ale jak zobaczył w jakim jest stanie, pozwolił piłkarzowi zaprowadzić ją do pokoju.

Całą noc przepłakałam, właśnie straciłam ostatnią rodzinę jaką miałam..
Wyciągnęłam z portfela moje ostatnie zdjęcie z mamą i wyszeptałam:
-Pomóż mi mamo, proszę- po tych słowach zasnęłam.



Parę lat później...

Właśnie robiłam obiad, gdy do domu wpadł Alexis z chłopczykiem na rękach.

Tak ten mały chłopiec to nasz syn, na imię ma Diego i ma już 4 latka, jest w mojej i Alexisa głowie.
I pomyśleć, że za parę miesięcy na świat przyjdzie nasza mała córeczka.
Jestem bardzo szczęśliwa, że parę lat temu podjęłam taką decyzję.
A co u mojego ojca?
Nie odezwał się do mnie ani razu, słyszałam, że wyjechał do Anglii, a ja nie miałam odwagi chociaż zadzwonić, ciągle w pamięci miałam tamten wieczór.

Podeszłam do mojego narzeczonego i pocałowałam go w usta, tak już za parę dni stanę się panią Sanchez, jak to pięknie brzmi.

***

Już jako małżeństwo opuszczaliśmy kościół, Diego biegał z Bartrą przed nami, jak się na nich patrzy to nie widać, że pomiędzy nimi jest tyle lat różnicy.

Przed kościołem zbieraliśmy gratulacje od wszystkich, jednak to, co zdarzyło się później odmieniło ten dzień diametralnie.

Od dłuższego czasu czułam na sobie wzrok, starałam się to ignorować, ale nie potrafiłam, odciągnęłam Alexisa na bok i powiedziałam.
-Alex ktoś nas obserwuje.
Ten rozejrzał się i zobaczył zakapturzoną postać.
-Załatwię to.
-Chcę iść z tobą.
Chwyciłam piłkarza za rękę i ruszyłam w stronę postaci.
-Kim jesteś i czego tutaj chcesz?
Tego, co za chwile miało się wydarzyć nigdy bym sobie nie wyobraziła.
Postać ściągnęła kaptur i odkryła twarz, a ja zaniemówiłam.
-Tata?- odezwałam się po chwili.
-Tak.
Teraz już nie wytrzymałam, przytuliłam się do niego i zaczęłam płakać.
-Co tu robisz?
-Nie mogłem przegapić tak ważnej uroczystości, Alis, Alexis ja chciałem was przeprosić, źle zareagowałem te parę lat temu, nie potrafiłem tego znieść, wiem jaki jestem i za to was przepraszam.
-Przeprosiny przyjęte- mój mąż wyciągnął rękę do mojego taty, którą ten uścisnął.
-Mamo! Mamo! Wujek Marc mówi, że tu jest Jose Mourinho a ja mu niewierze!- podbiegł do nas i zaczął skakać a ja i Alexis zaczęliśmy się śmiać.
-Oj mały choć tu- mój mąż wziął małego na ręce.
Chłopiec podniósł głowę i wyszczerzył oczy.
-A jednak- powiedział cicho- no to muszę dać batona wujkowi.
-Co?!- powiedzieliśmy równocześnie.
-No bo założyłem się z wujkiem.
-Ja naprawdę muszę porozmawiać z Marciem- powiedział Alexis.
-Czy to..- zaczął mój tata.
-Tak to twój wnuk- odpowiedziałam szczęśliwa.
-Naprawdę?!
-Tak.
-Co?- zapytał Diego.
-To twój dziadek.
-Ale super- mały wyciągnął ręce do Jose, a ten zabrał go na ręce.
Popatrzyłam na nich i uśmiechnęłam się przez łzy, wreszcie jesteśmy prawdziwą rodziną.
Teraz mogę szczerze powiedzieć, że miłość wszystko przezwycięży.

Chwyciłam męża za rękę i razem udaliśmy się do samochodu.

***
No to koniec tego opowiadania miał być jeszcze jeden rozdział, ale ujęłam to w epilogu mam nadzieje, że taki koniec wam się podobał.
Dziękuje za wszystkie wyświetlenia i komentarze, jesteście wspaniałe :***

wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 12

***
Tydzień później...
Zarówno Alexis, jak i Alisa byli szczęśliwi. Piłkarz wrócił do Barcelony i trenował na pełnych obrotach, bo chciał wystąpić w meczu z Realem Madryt, który mieli grać za dwa dni. 
Alisa od wyjazdu Alexisa odliczała dni do ponownego spotkania go, jej miłość z dnia na dzień coraz bardziej rosła, codziennie rozmawiali ze sobą po parę godzin, każde z nich wiedziało, jakie są konsekwencje ich wyboru, ale czego nie robi się dla miłości?


Całą podróż do Madrytu rozmyślał o Alis, co teraz robi? Jak się trzyma? Nie mógł doczekać się ponownego spotkania z nią chociaż od ostatniego minął zarówno tydzień, z każdym dniem tęsknił coraz bardziej, jednak miłość dawała mu siłę i chęć do dalszej walki o ukochaną.

Alis od rana chodziła z wielkim uśmiechem na twarzy to dziś wielki dzień, El Clasico to dziś spotka Alexisa.

Od rana siedziała na stadionie i oglądałam mecz chłopaków, nie chciałam, żeby któryś z nich dostał kontuzji przed meczem, chociaż jestem Cules to przywiązałam się do tych chłopaków, a raczej powinnam powiedzieć dzieci.

Zaraz po treningu udałam się do gabinetu, niestety teraz czekała mnie najgorsza część mojej pracy, a mianowicie uzupełnianie papierów.
Gdy zabrałam się za wypełnianie, do pokoju wpadło stado piłkarzy.
-Czeeeeeeeeeeeść Alis!!- ryknął Marcelo.
-Marcelo błagam widzieliśmy się 15 minut temu, co znowu się stało?
-Nic, tak tylko przyszliśmy Cię odwiedzić.
-Mówcie, co chcecie.
-No bo wiesz, Marcelo ma problem- tym razem głos zabrał Cristiano.
-A mianowicie?
-Co?- zapytali piłkarze równocześnie.
-Jaki problem?
-Aaaa no bo ja nie wiem co mam kupić Enzo na urodziny a ma za 2 dni.
-Marcelo ja myślałam, że to coś poważnego.
-No ale to jest poważne!- oburzył się piłkarz.
-Dobrze, dobrze za 2 godziny kończę prace przyjedź tu, to pojedziemy mu coś kupić.
-Dzięki jesteś wielka!
-Tak wiem, ale teraz proszę opuście mój gabinet, bo mam dużo roboty.
Piłkarze w spokoju opuścili pokój jednak nie wszyscy.
-O co chodzi Cris?
-Wiesz no bo dzisiaj gramy z Barceloną...
-No i...
-No i wiesz będzie Alexis- powiedział cicho.
-Wiem to, ale nie rozumiem, do czego zmierzasz.
-No bo ty i on to coś więcej czy jak?
-Nie wiem Cris- powiedziałam cicho, w sumie nie zastanawiałam się nad tym, kocham go, ale nie wiem, jak na to zareaguje mój ojciec.
-Powiem Ci jedno, ja schrzaniłem, ale to nie znaczy, że ty też musisz, wiem, że go kochasz, chociaż mnie to trochę boli, ale chcę, żebyś była szczęśliwa- powiedział i przytulił mnie.
-Dziękuje- szepnęłam.
-To ja będę leciał trzymaj się- pocałował mnie w policzek i wyszedł.


Po godzinie usłyszałam krzyki dobiegające ze stadionu, dlatego postanowiłam tam pójść.
Na murawie trenowali piłkarze Blaugrany, usiadłam na trybunach i podziwiałam ich grę a w szczególności Chilijczyka.


Od jakiegoś czasu zauważyłem, że ktoś mi się przygląda, rozejrzałem się po stadionie i ujrzałem ją, moją kochaną Alis, wyglądała pięknie. 
W przerwie od razu do niej pobiegłem.
-Cześć- uśmiechnąłem się i pocałowałem ją, tak bardzo tęskniłem za smakiem jej cudownych ust.
-Hej- zarumieniła się.
-Będziesz dzisiaj?
-Muszę być.
-Alis co zrobisz z tatą?
-Nie wiem.
-Ale musisz mu powiedzieć o nas.
-Nas?
-No pewnie jesteś moja jedyną i najcudowniejszą dziewczyną.
-To zaczekaj po meczu przed stadionem, to pojedziemy do mnie.
-Dobrze.
-A teraz wracaj do treningu, bo trener się patrzy.
-Pa- ostatni raz pocałowałem ją i pobiegłem do niezadowolonego trenera.

-Alexis z dziewczynami będziesz się umawiać po meczu.
-Ja wiem, przepraszam.
-Do treningu.

Przez resztę dnia nie miałem spokoju, każdy chciał wiedzieć co to była za dziewczyna a ja na razie chciałem to pozostawić w tajemnicy.

***
Na początku chciałabym was zaprosić na bloga mojej przyjaciółki :)
http://faith-is-the-most-important.blogspot.com/
No i mamy nowy, przed ostatni rozdział jak dla mnie beznadziejny, przepraszam :(((

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 11

***
Zaraz po obiedzie wybiegł z hotelu, chciał wszystko zaplanować, najpierw kolacja, a potem niespodzianka, dziś miało spełnić się jego marzenie, randka z Alice, niczego nie potrzebował do szczęścia, tylko jej. Dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo ją kocha, potrzebuje jej, jej śmiechu, gestów, ruchów, wszystkiego, nie potrafi bez niej żyć. Tylko czy ona go pokocha? 
Miał nadzieje, że tak zbliży się do niej, z każdą minutą odczuwał coraz większy stres, co było u niego nowością, bo on nigdy się nie stresował, nawet przed meczami był spokojny.

Równo o 19 stał przed stadionem z bukietem tulipanów w ręku, nerwowo przebierał z nogi na nogę uspokoił się dopiero, gdy ją zobaczył, jak zawsze wyglądała pięknie.
-Hej- pocałował ją w policzek co ją trochę speszyło.
-Cześć- uśmiechnęła się- To gdzie idziemy?
-Do restauracji, zapraszam- powiedział i otworzył drzwi luksusowego samochodu.
Całą drogę nic nie mówili, Alexis wpatrywał się w drogę a Alis ukradkiem na niego spoglądała, musiała przyznać, był przystojny i to bardzo, potargane włosy i niebieska koszula dodawały mi chłopięcego uroku.

***
Od godziny siedzieli w luksusowej restauracji i rozmawiali, już nie czuli się tacy skrępowani, mieli ze sobą wiele wspólnych tematów.
Po posiłku Alexis chciał zabrać Alise w jedno miejsce.
-Mógłbyś odwieźć mnie do domu- zapytała.
-Jeszcze nie, teraz zabieram Cię w jedno miejsce.
-Dobrze- uśmiechnęła się lekko.
Po dwudziestu minutach byli na miejscu.
-Zakryje Ci teraz oczy dobrze.
Nic nie odpowiedziała, tylko kiwnęła głową.
Delikatnie położył ręce na jej twarzy i prowadził przed siebie.
-To tu- oznajmił.

Znajdowali się na wzgórzu, z którego było widać cały Madryt, Alisa aż zaniemówiła z wrażenia.
-Tu jest pięknie.
-Przed ostatnim meczem z Realem odkryłem to miejsce.
-Dziękuje, że mnie tu przywiozłeś- usiadła na trawie.
-Opowiedz mi coś o sobie- powiedział po paru minutach ciszy.
-Co tu dużo opowiadać, mieszkam i pracuje w Madrycie, ty mi opowiedz, jak to jest być światowej sławy piłkarzem?
-Jest super, ale czasami ma się dość tej sławy, reporterów no, ale trzeba się przyzwyczaić.
Popatrzyli na siebie, Alexis powoli przybliżył się do dziewczyny i delikatnie musnął jej usta, nie protestowała, więc pogłębiał pocałunki.
W pewnym momencie Alisa oprzytomniała i oderwała się od ciepłych ust Chlijczyka, szybko wstała i pobiegła przed siebie.
Co ona sobie myślała? Przecież jak jej ojciec by się o tym dowiedział, to by ją zabił. Zaczęła czuć coś do Alexisa, ale to nie miało znaczenia, nie mogła wyjawić jej prawdy, kim jest jej ojciec.

Alex szybko wstał i pobiegł za dziewczyną, nie wiedział, co było powodem jej ucieczki, wiedział, że coś ukrywa, ale nie potrafił do niej dotrzeć, chciał jej pomóc, dowiedzieć się.

Po parunastu sekundach dogonił ją i zatrzymał. Spojrzał na jej zapłakaną twarz i chciało mu się płakać, nie wiedział co ma robić.
-Alis proszę Cię, zaczekaj.
-Co chcesz?
-Proszę, powiedz mi co się stało, czemu uciekłaś?
-Zostaw mnie, to nie ma sensu, ja nie mogę.
-Poparzy na mnie, posłuchaj pomogę Ci tylko powiedz, o co chodzi.
Spojrzała na jego zatroskaną twarz i przełamała się.
-Nie zdziwiło Cię czemu nigdy nie powiedziałam jak mam na nazwisko?
-Trochę.
-No właśnie, moja mama zmarła jak miałam parę lat i zostałam sama z ojcem, od dziecka kibicowałam Barcy, ale byłam w tym sama, mój tata jest trenerem, nazywa się Jose Mourincho a ja jestem jego córką.
Zamurowało go, Alisa jest córką trenera Realu? Czemu nigdy na to nie wpadł? Już rozumiał, czemu tak się bała wyjawić mu prawdy, jednak nawet to nie przeszkodzi mu na byciu z nią.
-Alis... pamiętaj zawsze będę z tobą nieważne co powie na to ojciec- powiedział i złączył ich usta w namiętny pocałunek.

***
No to mamy nowy, mnie osobiście się nie podoba, ale zostawiam wam do oceny.
Do nowego :) 

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 10

***
Alexis..

Wstałem rano i znowu moją głowę zaprzątała Alisa, czemu nie mogę przestać o niej myśleć. Każde wspomnienie jej imienia wywołuje u mnie szeroki uśmiech na twarzy. Chciałbym znowu pojechać do Madrytu i popatrzeć choć przez chwile na nią, na jej piękne blond włosy, cudowne niebieskie jak ocean oczy i ten uśmiech, który mogę oglądać godzinami. Pierwszy raz coś takiego czuje i nie wiem już co mam robić. Czy się zakochałem? Nie wiem, może? To jest chore, rozmawiałem z nią tylko parę razy i ten pocałunek, smak jej cudownych ust. Pierwszy raz poczułem coś do kobiety, ona jest inna, nie jest jak te pusty laski, które myślą tylko o jednym, jest taka naturalna, zawsze jest sobą ale zarazem skrywa coś i chcę to poznać, chcę poznać ją.

***
Alisa.. 

Wstałam po 10, jak miło jest się wyspać, choć raz, dziś mam wolne i zamierzam to wykorzystać. Ubrałam się i zjadłam śniadanie, zaraz potem poszłam do Sary i Ikera. Drzwi otworzyła mi pani domu.
-Cześć, gratulacje!- rzuciłam się jej na szyje.
-Dziękuję.
-Gdzie jest mały?
-Iker się z nim bawi, wchodź.
-Proszę to dla waszej pociechy- wręczyłam prezent rodzicom.
-Dzięki, ale nie trzeba było.
-Przestań.
Wzięłam małego na ręce, był taki drobny i słodziutki.
-Hej mały, jesteś taki piękny i bardzo podobny do rodziców.
Pobawiłam się z nim trochę, później Sara poszła go położyć, a ja zostałam sama z Ikerem.
-Musimy porozmawiać- powiedziałam.
-Co się stało?
-Skąd Cris wiedział o kwiatkach?
-Nie wiem, o co Ci chodzi- powiedział szybko a ja wiedziałam, że coś kręci.
-Proszę Cię, nie udawaj.
-No dobra.. przyznaję się.
-Iker jak ja Cie kocham- powiedziałam i przytuliłam przyjaciela.
-Wiem, mnie wszyscy kochają- za to dostał ode mnie w ramię- Ej, za co? Przecież to prawda!
-Oj Iker, dobra ja będę się zbierać, trzymajcie się papa.

***
Wróciłam do domu, w salonie siedział tata z Crisem.
-Cześć.
-Hej, chciałbym z tobą porozmawiać.
-Dobrze chodźmy do mnie.
Ruszyłam przodem a za mną szedł Cris, byłam ciekawa co ma mi do powiedzenia.
-Co chciałeś?
-Pogadać.
-To już wiem.
-Chciałbym Cię jeszcze raz przeprosić za to, co zrobiłem nie wiem co we mnie wstąpiło- powiedział i spuścił głowę.
-Wiem i wybaczam Ci, ale musisz mi jeszcze dać czas.
-Dobrze, to ja będę się zbierał- pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Resztę popołudnia i cały wieczór spędziłam przed telewizorem.
Cały czas miałam przeczucie, że jutrzejszy dzień zmieni wszystko w moim życiu.

***
Alexis 

Długo myślałem i postanowiłem jeszcze raz zawalczyć o Alise, wybłagałem urlop u trenera i z samego rana wylatuje do Madrytu.

Z samego rana pojechałem na lotnisko i po dwóch godzinach byłem w Madrycie, w hotelu załatwiłem wszystkie formalności i o 11 ruszyłem w stronę Santiago Bernabeu.

***

Dzień w pracy mijał mi szybko po 11 miałam przerwę, więc postanowiłam się przewietrzyć. Przed wejściem na stadion ujrzałam postać, podeszłam bliżej, bo wydawała mi się znajoma.
W pewnym momencie postać odwróciła się a ja zamarła, moje serce zaczęło szybciej bić. Przede mną stał Alexis we własnej osobie. Popatrzyłam w jego piękne brązowe oczy, zauważyłam w nich radość, bałam się wypowiedzieć jakiekolwiek słowo.
-Cześć Alis -uśmiechnął się, ukazując rząd białych zębów.
-Hej, co tu robisz?
-Przyleciałem się z tobą spotkać.
Nerwowo obejrzałam się czy ktoś nas nie widzi, jeszcze tego by mi brakowało, jak by ktoś nas razem zauważył.
-Nie możemy tutaj rozmawiać.
-Zapraszam Cię na kolacje, może tam uda nam się wreszcie porozmawiać.
Wahałam się chwile, serce krzyczało, żebym się zgodziła, lecz rozum odmawiał. Jednak to serce okazało się silniejsze.
-Dobrze- uśmiechnęłam się lekko.
-To spotkajmy się tutaj dzisiaj o 19 dobrze?
W odpowiedzi skinęłam jedynie głową.
-Ja się będę zbierać, pa.
-Do zobaczenia.

***
Stałem tak jeszcze przez chwile i nie wierzyłem, że to, co się stało było naprawdę, a może to tylko sen?
Patrzyłem na odchodzącą dziewczynę, nawet teraz jest piękna.

Westchnąłem i ruszyłem w stronę hotelu, obmyślając plan na cudowny wieczór.

***
No wreszcie udało mi się coś napisać, mam nadzieje, że bedzię lepszy od poprzedniego :)


100 lat Marc!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 9

***

Kilka dni później...

Kolejny nudny poranek, znowu to samo, toaleta, śniadanie i wjazd do pracy.
Siedziałam w swoim gabinecie i  rozkoszowałam się chwilą spokoju co przy tych piłkarzach to nowość, oni czasami są jak małe dzieci przychodzą do mnie ze wszystkim, ale co zrobić? 

***

Od kilku dni nie wiem co robić, na treningi chodzić nie mogę przez kontuzje, a dom mnie już przytłacza, każda moja myśl zwrócona jest w stronę Alisy, ale co mam zrobić? Spieprzyłem wszystko, zniszczyłem tak ważny dla mnie związek, nie mam już nic.

Od paru chwil ktoś dobijał się do drzwi, ale dopiero teraz to usłyszałem, powolnym krokiem ruszyłem do drzwi.
-Cześć.
-Hej Cris, coś ty taki nie w sosie?-zapytał Iker.
-A jaki mam być?
-A no tak..
Iker jako jedyny wiedział, co stało się tamtej nocy, wszyscy inni myśleli, że rozstaliśmy się w normalny sposób.
-Po co przyszedłeś?
-Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz jak noga?
-Noga to najmniejszy problem.
-Nie umiesz zapomnieć?
-Nie.
-Dobra pomogę Ci, ale tylko dlatego, że ona cierpi, bo to, co zrobiłeś jest nie do pomyślenie.
-Wiem, to co mam robić?
-Alis uwielbia kwiaty, najbardziej białe róże.
-Ok, dzięki.
-Ja zbieram się pa.
-Cześć.

***

Właśnie uzupełniałam papiery, w ręku trzymałam kartę Ronaldo, znowu wspomnienia wróciły, szczęście, pocałunek i uderzenie.
Poczułam, że łzy napływają mi do oczu, zamrugałam kilkakrotnie powiekami, żeby je powstrzymać.
Nie, nie tym razem muszę być silna dla siebie.
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi, poprawiłam ubranie i wpuściłam gościa.
-Co tu robisz?- zapytałam oschle.
-Proszę, porozmawiajmy.
-Nie.
-Błagam tylko chwile.
-Dobra.
-To dla Ciebie- powiedział i zza siebie wyciągnął bukiet wielkich białych róż, a ja zaniemówiłam z wrażenia.
-Są piękne- powiedziałam i szczerze się uśmiechnęłam.
-Dla Ciebie.
-Dziękuje.
-Alis proszę Cię, wybacz mi, ja nie wiem, co mną wtedy kierowało, jestem największym debilem na świecie.
-To prawda.
-Ale proszę Cię, wybacz mi, błagam.
-Cristiano ja nie mogę.
-Czemu?
-Bo, bo..
-No właśnie, daj mi drugą szansę już nigdy tego nie zrobię.
-Dobrze, ale zostańmy tylko znajomymi.
-Dobrze- powiedział i przytulił mnie.
Może wreszcie czeka mnie coś dobrego w życiu, mam nadzieje, że teraz będzie już tylko lepiej.

***

-To, co robimy?- zapytał Dani, siadając na mojej kanapie.
-Nie wiem.
-Coś ty taki struty dzisiaj?
-Nie ważne.
-A jak tam w Madrycie?
-Ah..
-Mów.
-Pocałowałem ją.
-No, no, no toś się pośpieszył.
-Ale ona szybko to przerwała.
-To pierwsza dziewczyna, która Cię odtrąca.
-ha ha ha.
-Dobra idziemy do klubu.
-Ta.

Od tego dnia Alexis cały czas myślał o Alisie, ale czy to coś zmieni?

***

Przepraszam, przepraszam, przepraszam!
Wiem rozdział do bani, nie mam weny, więc nie wiem kiedy pojawi się kolejny, ale wiem jedno jak zakończę blogi, to kończę z pisaniem.
No i szczęśliwego Nowego Roku życzę !! :)

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 8

***

Wstałam ociężale z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki.
Popatrzyłam w lustro i sama się przestraszyłam, miałam opuchnięte oczy, potargane włosy i rozmazany tusz.
Ogarnęłam się i zeszłam na dół, w kuchni siedział tata i pił kawę.
-Hej, opowiesz co się wczoraj stało?- spytał.
-Nic.
-Nie kłam, przecież widzę, że płakałaś.
-Nic tato naprawdę.
-No dobra, jak sama będziesz chciała to powiesz, idziesz ze mną do pracy?
-Jasne, tylko pozbieram rzeczy i zaraz będę.
-Ok.

***
Postanowiłam iść na przód, chociaż dalej mam przed oczami tamten moment boje się go jednak już postanowiłam, będę go omijać szerokim łukiem.
Kilkakrotnie zamrugałam, bo poczułam pod powiekami łzy, nie będę płakać przez tego dupka.

Ubrałam się i od razu ruszyłam do auta.
Całą drogę przebyliśmy w ciszy, cały czas myślałam o Ronaldo i o Sanchezie, nie wiem już co mam robić.
Z rozmyśleń wyrwał mnie głos taty:
-Jesteśmy.
Nic nie opowiedziałam, ruszyłam do swojego gabinetu.
W środku znajdowało się biurko, dwa krzesła sofa i szafka z najpotrzebniejszymi lekami.
Z gabinetu przechodziło się do drugiego pokoju, w którym znajdowały się już najnowocześniejsze sprzęty do pomocy poszkodowanym piłkarzom.
Już po paru minutach usłyszałam pukanie do drzwi i po paru sekundach w środku znalazł się nie kto inny jak Marcelo.
-Cześć co się stało?
-yyy no ten.. Dostałem z piłki.
-Gdzie?
-yyyy
-Marcelo nie wygłupiaj się, jak mi nie powierz, to Ci nie pomogę.
-No wiesz gdzie..
-Marcelo!
-Dobra tutaj- pokazał palcem swoje krocze.
-Trzeba było tak od razu, a nie..
-No, ale wiesz taki wstyd jest..
-Proszę Cię, siadaj zaraz coś poradzimy.
-Dzięki.
-Trzymaj- podałam mu lód i dałam tabletki przeciw bólowe.
-Dziękuje Ci mój aniele, z nieba mi spadłaś.
-Marcelo błagam. Siedź tu, przyjdę za parę minut.
-Dobrze.

Nie zdążyłam nawet zajrzeć do papierów, a usłyszałam huk.
Szybko podniosłam się i pobiegłam do gabinetu.
-Marcelo coś ty narobił?!
-No, ale to nie moja wina, chciało mi się kichać no i nie miałem chusteczek a tam leżały no i nachyliłem się i to spadło- zaczął się tłumaczyć a ja wybuchnęłam śmiechem.
-Marcelo jak to jest, że Ciebie nie można na chwile samego zostawić żebyś nic nie narobił.
-Oj no przepraszam.
-Jak ta twoja żona z tobą wytrzymuje.
-No ej patrz, jaki jestem piękny- wyszczerzył się a ja znowu parsknęłam śmiechem.
-Idź już lepiej.
-No wiesz! 
Gdy wreszcie Marcelo wyszedł usiadłam na biurkiem i zaczęłam przeglądać kartoteki piłkarzy.
Uwielbiam tego piłkarza, on mnie zawsze podniesie na duchu, nawet o tym nie wiedząc, czuje się już lepiej niż rano.

***
Po paru godzinach do gabinetu wbiegł Sergio Ramos.
-Alisa chodź szybko na boisko.
Zabrałam apteczkę i pobiegłam za piłkarzem.

Na murawie leżał na moje nieszczęście Cristiano, gdy go zobaczyłam przed moimi oczami znowu pokazał się obraz z wczorajszej nocy, szybko odpędziłam od siebie te myśli i pobiegłam do cierpiącego piłkarza.
-Co ci jest?
-Noga- powiedział i syknął z bólu.
Dotknęłam jego kostki, ale szybko zabrał nogę.
-Dobra chłopaki pomóżcie mi go zabrać do gabinetu.
Już po paru minutach Ronaldo leżał na fotelu.
Ściągnęłam mu buta i obejrzałam kostkę.
-I co?
-Nie jest najlepiej, jest okropnie spuchnięta, podejrzewam skręcenie, musimy jechać do szpitala i tam zrobią Ci szczegółowe badania.
Zabrałam paru piłkarzy i ruszyliśmy do szpitala.
Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Ja poszłam zarejestrować Cristiano a jego zabrali na badania.

Po 2 godzinach wreszcie mogłam porozmawiać z lekarzem.
-Proszę pana i co z nim?
-A pani kim jest?
-Klubowym lekarzem to, co z nim?
-Ma skręconą kostkę nie zagra co najmniej przez miesiąc.
-Dobrze, jeśli mogę, to proszę o przesłanie kartoteki.
-Oczywiście.
-Do widzenia.

Niestety do domu musiałam wracać sama z piłkarzem i mój plan omijania Ronaldo legł w gruzach.
-Alis proszę, porozmawiajmy.
-Nie mamy o czym- powiedziałam oschle.
-Chyba jednak mamy.
-Ty już wczoraj wszystko powiedziałeś, a raczej pokazałeś.
-Proszę wysłuchaj mnie, ja naprawdę nie chciałem.
-W dupie mam twoje przeprosiny.
Podjechałam pod dom piłkarza, a on ostatni raz na mnie popatrzył i wyszedł.

Wróciłam do domu, powiedziałam tacie o stanie piłkarza i pobiegłam do pokoju.
Siedziałam na łóżku i płakałam całą noc. Czemu? Czemu mnie to tak boli? Przecież nic do niego nie czuje. To czemu to tak bardzo boli? Te i wiele innych pytań siedziały w mojej głowie a ja nie znałam na nie odpowiedzi.

***
No i mamy nowy rozdział nie jestem z niego zadowolona, przepraszam za błędy, ale rozdział pisany na szybko w następnych będą w lepszym świetle pokazywać Cristiano :D 

piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 7

***


Rano obudziłam się i poczułam czyjąś rękę na biodrze, obróciłam się i zobaczyłam Cristiano uśmiechającego się do mnie.
-Co się tak szczerzysz?- zapytałam.
-A nie mogę?- uśmiechnął się.
-Jeśli chcesz.
-Co jemy na śniadanie?
-Hmmm mam ochotę na naleśniki.
-Ok to chodź zaraz zobaczysz jak mistrz przyrządza.
-Hahaha, już to widzę.
On jednak nic nie odpowiedział tylko urażony wyszedł z pokoju.
Szybko za nim pobiegłam.
-Oj już tak się nie obrażaj- powiedziałam i pocałowałam Portugalczyka.
-No dobra.
Po wspólnym posiłku Cristiano zawiózł mnie do domu.
W domu czekał już tata, jego mina nie była za dobra.
-Czemu nie powiedziałaś, że nie przyjdziesz na noc?
-Przepraszam, nie wiedziałam.
-Wnioskuje po tym, że randka się udała.
-No, jesteśmy razem.
-Nareszcie ile można było czekać.
-Tato!- krzyknęłam zdziwiona.
-No dobra już nic nie mówię.
-Kocham Cię- powiedziałam i przytuliłam tatę. Kochałam takie chwile, mimo tego, że mój ojciec jest szorstki potrafi być też miły i to w nim kocham.


***

Wróciłem wściekły do domu, nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, to, co zobaczyłem na okładce magazynu totalnie mnie załamało. Nic nie rozumiem, przecież powiedziała, że nic ją nie łączy z Ronaldo a teraz widzę jak się całują.
Ostatni raz rzuciłem okiem na zdjęcie i wyrzuciłem gazetę do kosza, nie miałem ochoty czytać nic w środku, bo wiem, że znalazłbym tam coś o niej.
Ta dziewczyna miała w sobie coś, co mnie do niej ciągnęło, jednak to wszystko nie ma znaczenia, teraz to już nieważne.
Chciałem z nią porozmawiać, zabrałem kluczyki od samochodu i szybko wybiegłem z domu.


***

Siedziałam przed telewizorem i oglądałam mecz.
Niespodziewanie zadzwonił dzwonek, myślałam, że to Cristiano wrócił już z treningu, szybko pobiegłam otworzyć drzwi.
-Co ty tutaj robisz?- zapytałam, gdy zobaczyłam Chilijczyka.
-Przyszedłem pogadać.
-Dobrze wejdź. To o czym chciałeś porozmawiać?
-Powiedziałaś, że nic cię nie łączy z Ronaldo.
-No bo nie łączyło- odparłam zgodnie z prawdą.
-A jak jest teraz? 
-Jesteśmy parą.
-Ha czyli tak z dnia na dzień Ci się odwidziało?
-A co Ci do tego?!
-Nic! Dobra widzę, że nie jestem tu mile widziany do widzenia.
Pobiegłam za Alexisem, już był przy samochodzie, jednak odwrócił się i podbieg do mnie. Zanim zdążyłam coś powiedzieć przywarł do moich ust a ja, zamiast go odepchnąć oddawałam pocałunki.
Miał takie miękkie usta, idealne do całowania.
-Czyli to tak się zabawiasz, jak mnie nie ma?!- usłyszałam z daleka krzyk, od razu odskoczyłam do piłkarza.
-To nie tak- próbowałam coś powiedzieć, ale on mi przerwał.
-Czyli ja Ci już nie wystarczam?!
Podbiegł do Sancheza i uderzył go w twarz.
Szybko do nich podbiegłam i odciągnęłam Portugalczyka.
-Cristiano! Wejdź do domu, zaraz porozmawiamy.
Alexis popatrzył na mnie, po jego twarzy zaczęła spływać krew, nim się obejrzałam wsiadł do auta i odjechał.
Wróciłam do domu w celu porozmawiania z Cristiano, naprawdę mi na nim zależało, chciałam z nim być.
-Co masz mi do powiedzenia?!- krzyknął.
-Cristiano daj mi to wytłumaczyć.
-Tu nie ma co tłumaczyć!- ryknął i zrobił coś, czego się nie spodziewałam.
Po chwili leżałam na ziemi i trzymałam się za bolący policzek, zaczęłam płakać.
-Alis ja nie chciałem, nie wiem czemu to zrobiłem, proszę wybacz mi- podszedł do mnie, ale ja szybko się odsunęłam.

***
Cristiano..

Co ja zrobiłem! Uderzyłem dziewczynę, kobietę, którą jak mi się wydawało, kocham. Boże co ja zrobiłem. Próbowałem do niej podejść, ale się odsunęła.
Już wiedziałem, że nigdy mi tego nie wybaczy, boi się mnie.
Zaprzepaściłem jedyną szansę, nie naprawię już tego, ona mi nie wybaczy.
Wszystko zniszczyłem...

***

No i jest wreszcie rozdział pisany na szybko i wcale mi się nie podoba nie wiem co będzie dalej muszę coś wymyślić przepraszam już za zachowanie Ronaldo, ale coś musi się dziać a także przepraszam za wszystkie błędy.
Bardzo proszę o komentarze.
Do następnego!



piątek, 18 października 2013

Rozdział 6

***

Weszłam na stadion i od razu skierowałam się na murawę, gdzie ćwiczyli już piłkarze.
Po krótkim przywitaniu usiadłam na ławce rezerwowych i obserwowałam trening.
-Alis podejdź tu- krzyknął mój tata.
-Co się stało?
-Wiem, że zdałaś studia śpiewająco i za to Ci gratuluje i chciałbym Ci zaproponować pracę u nas w klubie.
Nasza lekarka odeszła na macierzyńskie, dlatego zwolniło się miejsce, chciałabyś?
-Jasne, dzięki- przytuliłam go.
-Nie ma za co.
-Kiedy mogę zacząć?
-Nawet dziś tylko teraz idę pozałatwiać parę spraw, a ty dokończ za mnie trening, wiesz co robić- uśmiechnął się i odszedł.
Cieszyłam się, że tata załatwił mi pracę, jestem dorosła i muszę zacząć zarabiać na siebie.
A praca w klubie mi w tym pomoże, szkoda tylko, że tu, ale od czegoś trzeba zacząć.
Uśmiechnęłam się w duchu i ruszyłam w stronę piłkarze, którzy korzystali z chwili przerwy i zaczęli się wygłupiać.
-Chłopaki cisza!- krzyknęłam a oni od razu ucichli- No więc tata musiał pozałatwiać parę spraw więc ja dokończę trening.
-A co będziemy robić pani trener- uśmiechnął się Marcelo.
-Na razie ćwiczenia z piłką potem strzały i stałe fragmenty gry, a potem mecz.
-Tak jest!

***

Po półtorej godzinie zwołałam do siebie piłkarzy.
-Dobrze na dzisiaj koniec, a następnym razem przestańcie się tak wygłupiać i zacznijcie ciężko ćwiczyć jak chcecie być najlepsi- tu znacząco spojrzałam na Ronaldo.
-Tak jest!
-No to teraz do szatni.
Po chwili już ich nie było, a na murawę wszedł tata.
-Mam dobre wieść zaczynasz od jutra.
-Dziękuje.
-To co jedziemy do domu?
-Tak.

***

Zapowiadało się popołudnie przed telewizorem, ale moje błogie lenistwo przerwał dzwonek do drzwi.
Z niechęcią poszłam odebrać.
-Co ty tu robisz?
-Przyszedłem Cię odwiedzić.
-Tak sobie przyszedłeś jakoś Ci nie wierzę Cristiano.
-No dobra, mam pytanie masz może ochotę wybrać się dzisiaj ze mną do restauracji?
-Nie mam czasu- odparłam oschle.
-Proszę albo powiem ojcu o Sanchezie.
-Dobra- powiedziałam niechętnie.
-No to będę o 20.
Co mogłam zrobić? Zgodziłam się, nie miałam innego wyjścia, tata nie mógł się dowiedzieć o Alexisie.
Na jego wspomnienie, od razu uśmiech pojawiał się na mojej twarzy.
Postanowiłam wybrać strój na wieczór.

***

Tak jak obiecywał, punktualnie o 20 usłyszałam dzwonek do drzwi, pożegnałam się z tatą, który wyglądał na zadowolonego i wsiadłam do auta Portugalczyka.
-Hej.
-Cześć.
-To gdzie mnie zabierasz?
-Niespodzianka- odparł tajemniczo.
Resztę drogi przebyliśmy w ciszy.
Po 20 minutach Cristiano zaparkował na parkingu i otworzył mi drzwi.
W restauracji było wspaniale, wbrew moim oczekiwaniom Cris nie zachowywał się dzisiaj jak zwykły cham czy dupek, był świetny taki miły, przyjacielski.
-Jak Ci się podoba?
-Jest świetnie.
-No to chodź, zabiorę Cię jeszcze w jedno miejsce.
-Dobrze.
Po paru minutach marszu Cris zakrył mi oczy.
-Mogę już otworzyć?
-Jeszcze nie, zaczekaj.
-Dobrze.
-No teraz możesz.
Odsłonił ręce, a moim oczom ukazało się piękne wzgórze, było widać z niego cały Madryt.
-I co podoba się?
-Tak, tu jest tak magicznie- odparła zachwycona.
-Wiem, niedawno odkryłem to miejsce.
Rozmawialiśmy jeszcze długo, zaczynało robić się zimno, przez co zatrzęsłam się, Cris to zauważył i oddał mi swoją marynarkę.
-Dziękuje.
-Alisa posłuchaj mnie, wiem, że wiele razy zachowywałem się jak dupek, przepraszam Cię za to, ale muszę Ci coś powiedzieć.
Podobasz mi się, jesteś piękną dziewczyną, ja chyba zakochałem się w Tobie.
-Cris ja nie wiem co powiedzieć- zatkało mnie, nie wiedziałam co mam robić, nie spodziewałam się tego.
-Nic nie mów- zbliżył swoją twarz do mojej i delikatnie musnął moje usta, gdy zobaczył, że nie stawiam oporu, całował coraz mocniej i śmielej, a ja, nie wiem czemu oddawałam jego pocałunki.
-Będziesz moją dziewczyną? Proszę, chociaż spróbujmy, jak nam nie wyjdź zostawię Cię w spokoju.
Popatrzyłam na niego i powiedziałam.
-Dobrze.
Cris słysząc to podniósł mnie z ziemi i okręcił wokół własnej osi.
-Postaw mnie.
-Dobrze- lekko pocałował moje usta i ruszyliśmy do domu.

***

Ten wieczór zaliczam do udanych, całkowicie zmieniłam swoje podejście do Cristiano, jesteśmy parą, co z tego wyjdzie to nie wiem.
Lecz jakaś część mnie ciągnęła mnie do Alexisa...

***
Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam.
Nie wyrabiam już i dlatego rozdział z takim opóźnieniem, następny postaram się dodać za tydzień lub dwa papa :* 


czwartek, 26 września 2013

Rozdział 5

***

Obudziłam się w fatalnym stanie, powoli otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej.
Rozejrzałam się po pokoju i zaniemówiłam.
Gdzie jestem?
Nie pamiętam za wiele ze wczoraj a tym bardziej tego, jak znalazłam się tutaj.
Usłyszałam ciche chrapanie, odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę śpiącego po drugiej stronie łóżka, teraz to kompletnie nic nie rozumiałam.
Po cichu wstałam i ruszyłam do łazienki.
Po doprowadzeniu siebie do porządku, wróciłam do pokoju.
Dopiero teraz poznałam twarz mężczyzny, to był Alexis!
Zauważyłam, że zaczyna się budzić.
-Dzień dobry- powiedział zaspanym głosem.
-Cześć, możesz mi to wytłumaczyć?
-Ale co?
-Jak to co?! Jak ja się tu znalazłam?- krzyknęłam.
-Spokojnie, zaraz wszystko Ci wytłumaczę.
-Dobrze.
-To ile pamiętasz ze wczoraj?
-Pamiętam, że tańczyliśmy razem, a potem już nic.
Uśmiechnęłam się na samą myśl o wczorajszym tańcu.
-Ok, no to tak, tańczyliśmy ze sobą, potem poszliśmy do stolika po paru drinkach ledwo trzymałaś się na nogach, więc zaproponowałem, że wezmę Cię do hotelu i rano odwiozę.
-A co z Sarą?
Dopiero teraz przypomniałam sobie o przyjaciółce.
-Spokojnie, mój przyjaciel ją znał, więc odwiózł do domu.
Kamień spadł mi z serca Iker zabiłby mnie jak by coś jej się stało, on kocha ją nad życie.
-Dobrze możesz zawieźć mnie do Sary?
-Jasne, tylko się ubiorę.
Po dwudziestu minutach byliśmy już w samochodzie, całą drogę przebyliśmy bez rozmów, dla mnie to dobrze, nie wiem, o czym miałabym z nim rozmawiać.
Zaparkował pod domem, już miałam wychodzić, kiedy przypomniało mi się coś.
-Dziękuje za wszystko.
-Nie ma za co, zawsze do usług.
-Trzymaj się, a i jeszcze jedno ja nie jestem z Ronaldo.
Zanim zdążył coś powiedzieć, pobiegłam w stronę drzwi.

***

Po paru chwilach drzwi otworzył mi Iker.
-Cześć jest Sara?
-Tak, wejdź. Jak impreza?
-Nie przypominaj mi, właśnie o tym muszę z nią pogadać.
-Mam się bać?
-Ty nie, ale ona powinna.
Po paru minutach do salonu weszła Sara.
-O cześć.
-Ja Cię zabije!- krzyknęłam zła.
-Co się stało?
-Jak to co?! Ostatni raz z tobą wychodzę, przez ciebie wylądowałam w łóżku z Alexisem!
-Uuuu no to było warto- odparła zadowolona.
-Przestań.
-Proszę Cię, to nie moja wina, że trochę za dużo wypiłyśmy.
-Taa.
-A no właśnie jak to się stało, że o 3 w nocy przyprowadził Cię tu Gerard i do tego ty ledwo trzymałaś się na nogach- do rozmowy wtrącił się Iker.
-Nie moja wina, że oni też byli wczoraj w klubie, a jak znalazłam się w domu to sama nie wiem.
-Ale ja wiem, Alexis mi powiedział, że jego przyjaciel Cię znał i odwiózł do domu.
-No to było wczoraj fajnie, kiedy to powtarzamy?- zapytała Sara a my z Ikerem popatrzyliśmy na nią wrogo.
-No co?
-Chodźcie tu- powiedziałam i ich przytuliłam, kocham ich ponad życie, są dla mnie jak rodzina.
-Dobra ja będę się zbierać, czeka na mnie rozmowa z tatą.
-Trzymaj się, jesteśmy z tobą.

***

Wyszłam i pieszo pokonałam drogę do domu.
Drzwi otworzył mi zdenerwowany tata.
-Alisa?! Gdzieś ty była całą noc?
-Na imprezie, a potem u Sary.
-Czemu nie dałaś mi znać, wiesz jak ja się martwiłem?
-Przepraszam telefon mi się rozładował- odparłam.
-Nie rób mi tego więcej.
-Dobrze.
-A jak było na imprezie?
-Ciekawie.
Pożegnałam się z tatą i poszłam do pokoju.

***


Rok szkolny zmierzał ku końcowi, ostatni rok studiów był bardzo ciężki, ale jakoś przeszłam przez niego, zaraz po wakacjach zaczynam szukać jakiejś pracy, może tata mi pomoże?


***

No i mamy nowy rozdział, mi osobiście się nie podoba, ale zostawiam do waszej oceny.
A i przepraszam, że tak szybko zmieniam daty, wiem, że jest za młoda na kończenie studiów, ale to jest na potrzeby opowiadania, które i tak jest fikcją, więc można trochę pozmieniać :) 
No dobra to ja się z wami żegnam papa :*